Nie wiem który raz to robię, ale co tam, nadal nie ogarniam, nadal więcej pytań niż odpowiedzi, więc kolejny raz przemagluję emocje.
Serio uważam, że kategoryzowanie wszystkuego jako dobre lub złe jest problematyczne. Oczywiście nie jest złe, bo to dopiero byłaby hipokryzja: uznać, że kategoryzowanie na dobre i złe jest złe:)
Jest problematyczne, ale szybkie i wygodne. Nadaje się do szybkich ocen cech, przydatności, ale w szerszej perspektywie rodzi problemy, bo sobie w pewnym sensie zrównaliśmy złe,wadliwe, nieprzydatne, nieużyteczne, niebezpieczne, szkodliwe, niekorzystne, nieprzyjemne podczas gdy raczej każdy widzi, że coś może być przydatne i niebezpieczne, przyjemne i niekorzystne itd
Same emocje bywają określane jako coś złego, coś co mamy tłumić, nad czym trzeba panować, jeśli okazywać to tylko te dobre/pozytywne... Gówno prawda. To narzędzie, jeden z podzespołów umysłu, dość stary ewolucyjnie, czyli ultraszybki i automatycznie wysyłający informacje do ciała.
Na początek strach. Lęku na razie nie ruszam, albo i owszem...Uznaję, że strach to emocja wywołana okolicznościami zewnętrznymi, a lęk rodzi się w umyśle, dotyczy wyobrażeń i utrzymuje się znacznie dłużej. Niby to logiczne, no nie? Widzisz pająka. Serio boisz się tego małego niegroźnego zwierzaka, czy raczej swojego wyobrażenia o pająkach. Tu w grę wchodzi jeszcze odraza, którą odczuwają ludzie, którzy doszli do racjonalnego wniosku, że nasze pająki są niegroźne. Strach przed pająkami, wężami, szeleszczącą trawą mamy praktycznie wrodzony, było to niezbędne do przetrwania.
Może nazwać sobie obawę strachem gdy jest racjonalny i serio trzeba zachować ostrożność a lękiem gdy jest totalnie irracjonalny? Tak czy inaczej chodzi o ostrożność, a ta może być zdrowa lub chora, przesadna, nieadekwatna do ryzyka.
I tak z prehistorycznego systemu automatycznego wykrywania i reagiwania na zagrożenia przechodzimy do konkretnej dziedziny nauki jaką jest zarządzanie ryzykiem. Tu potrzebna jest wiedza, fakty, statystyka, doświadczenia... Im więcej prawdziwych i dobrze interpretowanych danych tym można bardziej racjonalnie ocenić ryzyko. Jak jednak gdy danych brak. Po prostu ostrożnie. Korzystając z darów strachu: zwiększonej czujnoci, gotowości do działania. Ma to też wadę, bo zwiększa się moc systemu wykrywania wzorców, a tu łatwo o nadinterpretacje...
Tak czy inaczej, strach lub lęk są znakiem informacyjnym że na poziomie podświadomym wykryto potencjalne zagrożenie i system świadomy ma to zweryfikować.
Albo mieć już na podświadomym filtry adekwatne do rzeczywistości, wówczas do świadomości dociera już tylko to czego nie wykryją. Dogrywanie do podświadomości zachodzi na automacie, non stop i jest to w dużym stopniu plastyczne, choć często trzeba cofnąć się do pierwotnych informacji i nałożyć na nie bardziej adekwatne i przydatne interpretacje.
Jakiś sensowny algorytm by się przydał...
Ok, czuję strach lub lęk.
1. Dlaczego? Co go wywołało?
2. Czy serio istnieje zagrożenie?
Ok, wiem, że zagrożenie jest nieprawdziwe, lęk jest totalnie irracjonalny i co dalej?
Powiedzmy, że boję się iść do sklepu, bo tam są ludzie. Niby wiem, że nic mi nie grozi, ale nadal jest ten irracjonalny paraliż.
Jednak jakieś choćby chore wizje i dane muszą to wywoływać. Boimy się nie tylko tego co niebezpieczne, ale i tego co nieprzyjemne. Wystarczy, że bardzo źle się czuję gdy ktoś przekracza moją fizyczną strefę komfotru. Gdy nie lubię tłumów, hałasu, nowych miejsc, irytujących zmian.
Czy muszę z tym walczyć? Może po prostu tak pokombinować, aby ludzi było mniej, aby krócej to trwało? Iść z kimś aby było raźniej? Pozornie irracjonalny lęk okazuje się mieć podstawy w mojej osobowości i serio wymaga ostrożności i dokładnego planowania. Jaki sens ma wciskanie sobie, że nie ma się czego bać gdy przyczyna problemu jest dużo głębiej? Może też chodzić o skrajne branie wszystkiego do siebie, o skrajnie krzywdzące siebie interpretowanie zachowań innych?
Ktoś mnie popchnie i pojawia się automatyczna i bolesna myśl, że nikt nie zwraca na mnie uwagi, że wszystkim przeszkadzam. Jeśli zawsze dzieje się to w sklepie to jest to całkiem racjonalną przyczyną uczucia strachu i należy skupić się na przyczynie.
Strach może wynikać z poczucia braku umiejętności. Zmuszanie kogoś aby przełamywał strach gdy nie jest gotowy prędzej zapewni potwierdzenie, ze tego warto unikać. Spokojne nakłonienie ma sens tylko gdy serio wiadomo, że umiejętności nie brakuje i że nie zawiodą w warunkach stresowych. Nigdy tego nie wiadomo, dlatego nie ma co wciskać, że opcja porażki nie istnieje. Mam głęboko gdzieś pozytywne myślenie, lepsze jest racjonalne myślenie. Jasne, że super gdy można iść na żywioł zakładając, że będzie dobrze, ale serio opracowanie planów awaryjnych bardzo w tym pomaga, lub chociaż świadomość, że umie się je wlna szybko opracować i zrealizować.
To stąd się bierze pozytywne myślenie. Z realnej pewności siebie potwierdzonej dośeiadczeniem i za nic nie powinno się sugerować, że każdy musi mieć takie samo podejście, gdy ma inne umiejętności, cechy, doświadczenia i przekonania.
Ze strachem najgorszy jest strach przed strachem. Totalne błędne koło i samospełniająca się przepowiednia...
Wirusowe przekonania, że strach jest szkodliwy, że trzeba z nim walczyć tylko szkodzą. Strach jest sygnałem do podwyższonej gotowości. Bez niego odwaga byłaby brawurą. Prawdziwa odwaga wymaga ostrożności i rozwagi. To dzięki uczuciu strachu rodzi się ostrożność. Strach dosłownie jest znakiem ostrzegawczym-zachowaj ostrożność. Czy ktoś normalny twierdzi, że znaki ostrzegawcze są złe i trzeba z nimi walczyć?
Inną sprawą jest stan paraliżu lub paniki, nieadekwatne reakcje na uczucie strachu. To jakby ktoś kto widzi znak ostrzegawczy zjeżdżał na pobocze lub wykonywał bezsensowne manewry, podczas gdy ma zachować ostrożność i działać adekwatnie...
Tylko jak się tego nauczyć? Chyba tylko przez obserwacje siebie i trening, konkretną wiedzę co i kiedy robić.
Ciekawe jest to, że gdy się obserwuje strach i to co robi z organizmem stosunkowo szybko mija, byle z tym nie walczyć. Sama obserwacja. Łatwo powiedzieć. Na początek warto tak robić tylko z małym, wręcz kontrolowanym i celowo wywoływanym strachem( kochane horrory czy inne oswajacze). Szukać które to mięśnie są napięte, gdzie dokładnie czuć ten strach, próbować określić dziwaczne cechy typu przypisać kształt, rozmiar, kolor... Z zasady słabnie i wręcz znika, jakby nie chciał być obserwowany, albo wręcz przeciwnie- super, zauważyłaś to swoje zrobiłem;)
Według mnie warto przeciwstawiać się nieadekwatnym reakcją na strach, takim jak panikowanie czy paraliż, ale sam strach oswajać tak, aby stawał się zdrową ostrożnością. Szukać przyczyn doznawanego strachu i działać adekwatnie do nich, bez usunięcia przyczyn usuwanie znaku jest głupotą. Gdy się usunąć nie da, znak ostrzegawczy włączający automatycznie systemy ułatwiające uniknięcie kolizji z przyczyną jest mega przyjacielem...
Poznawanie tego co wywołuje strach jest praktycznie niezbędne aby sobie z tym poradzić. To dlatego tak mi zależy wiedzy o świecie i umyśle, bo po prostu potrafią mnie przerażać... Chcę wiedzieć jak powstają myśli które generują strach przed samą sobą i życiem, aby je skorygować.
Tak, strach przed samą sobą... czyli przed moją mroczną stroną. Ten strach jest przydatny, bo wymusza ostrożność i dystans. Wiem, że czas najwyższy uczciwie zmierzyć się z cieniami, wirusami i innymi odrzuconym elementami umysłu, one potrzebują integracji, ale musi to przebiegać ostrożnie i w dużej mierze po przepracowaniu i wyeksponowaniu owego plusa z minusa. Nie chcę przecież integracji jaką sobie francuzi z uchodźcami zafundowali;)
Co jest przeciwieństwem strachu? Odwaga czy ciekawość? Obie bez ostrożności stają się głupotą. A może przeciwieństwem strachu jest Miłość? Siła jednocząca, przyciągająca i rozwijająca...
Co się stanie gdy miłość połączy się ze strachem? Może troska, nie jako zmartwienie ale jako dbałość, pielęgnacja, wspieranie.
Ogólnie może chodzi o to aby Miłość zjednoczyć z wszystkim, co pozornie jest jeh zaprzeczeniem, aby uzyskać nowe wartości, wejść na kolejny poziom nieskończonej bezpoziomowej gry;)
Czy strach to tylko emocja?
Mamy uczucie strachu o kogoś i strachu przed kimś.
Ze strachu wywodzi się potrzeba bezpieczeństwa.... Bez pieki, bez opieki... a obecnie: zapewniając wszelką możliwą opiekę, zabezpieczenia. To co obecnie nazywa się dbaniem o bezpieczeństwo to nie likwidowanie zagrożeń, aby serio było bezpiecznie, ale odgradzanie się od nich. Odgradzanie się, izolowanie wynika ze strachu...
Określanie swojej strefy komfortu, to co za nią jest groźne, ale ciekawe... Aby wyjść i ją powiększyć trzeba i ciekawości i odwagi... a one bez ostrożności są głupotą. Pełna współpraca w procesie wzrostu, rozwoju.
No tak, aby się dobrze o coś/kogoś troszczyć sama Miłość to za mało, musi się połączyć z ostrożnością, odrobiną lęku i uwzględniania opcji, że coś może iść nie tak jak powinno. Ta obawa nie ma paraliżować, ma prowadzić do podjęcia działań wynikających z ostrożności...
Aby dbać o Miłość może też potrzeba się trochę bać zarówno o nią jak i jej? Dbać aby nie znikła, ale też aby nie przyjęła wykoślawionych form, nie zraniła swoją mocą. Strach rodzi ostożność...
Strach przed nieznanym. Skoro nieznane to ciekawe, ale warto być ostrożnym...
Tak, piszę w kółko to samo, ale to ma się utrwalić na poziomie podświadomym, liczę też, że może coś nowego wypłynie na powierzchnie...
Strach mówi aby unikać, ostrożność aby badać, ale z rozsądkiem, unikając nie całości a konkretnych niebezpieczeństw.
Co tak serio jest dla mnie niebezpieczne? Poważne zranienie fizyczne. Prowadzi do śmierci. Hmm, czy ja się boję śmierci? Nie, raczej jej chcę, więc w takim układzie tak na serio nic nie jest niebezpieczne.
Ale jednak mam swój cel i aby go ogarniać potrzebuję żyć i to tak, aby móc swobodnie się rozwijać.
Dobra, czyli tak naprawdę chodzi o szeroko pojętą samorealizację, ale spróbuję wyjść od typowo biologicznych uwarunkować, czyli niebezpieczne jest to co może uniemożliwić przetrwanie i przekazanie genów.
Czyli właśnie poważne zranienie. Stąd strach przed wysokością, słodkimi zwierzaczkami, które w innych rejonach potafią zabijać. Tu też obrzydzenie, moim zdaniem spokrewnione ze strachem -to i to ma chronić przed niebezpieczeństwem.
Dawniej, gdy ludzie żyli w małych grupach to odrzucenie przez grupę też mogło zabić, dlatego tak bardzo się tego boimy, z tego wynika konformizm, słuchanie autorytetów, strach przed złamaniem zasad, byciem innym, odmiennym.
Równocześnie strach przed byciem ignorowanym, bo to też forma odrzucenia.
Strach przed byciem nieatrakcyjnym, bo chodzi o gody, o seks, nawet gdy osoba która czuje takie obawy jeszcze bardziej boi się, że będzie miała dziecko... Co kto uważa za atrakcyjne to sprawa strefy kulturowej i indywidualnych poglądów. Raczej mierzy się własną miarką, czyli chcę mieć te cechy, które uważam za atrakcyjne-logiczne, aż do bólu, ale nie uwzględnia gustów innych...
Czyli generalnie strach przed zranieniem fizycznym oraz emocjonalnym. Tylko czy tak naprawdę to ktoś nas rani emocjonalnie, czy my sami swoją reakcją na to? W przypadku ranienia słownego osoby dojrzałej to serio jej decyzja, ma opcję olania tego. Ale ile jest osób dojrzałych, dorosłość nie ma z tym nic wspólnego...
Tego co serio rani emocjonalnie nawet się nie boimy, po prostu nam tego brakuje... nie ma strachu jest smutek. Strach jest gdy to mamy i wiemy, że możemy stracić... Prowadzi to do skrajnego paradoksu. Do strachu przed tym czego potrzebujemy. Przed bliskością, szczerością, itd.
Bać się tego czego się pragnie-serio, mega paradoks. Ostrożność ma tu sens, pozwala na zachowanie dystansu, zauważanie minusów. Może to rodzi strach? Świadomość minusów, ryzyka. Ale i tak ciągnie do tego czegoś, nawet gdy nie ma to nic z przetrwaniem, a wręcz przeciwnie. Gdy chce się zrobić coś tylko dla siebie, wbrew wszystkiemu.
Strach jest w sumie racjonalny w takim układzie, ważniejsze jest skąd te pragnienia robienia czegoś wbrew logice prawa przetrwania, życia w grupie, kulturze itd.
Skąd to się bierze? Serio logiczniejsze są obawy tych osób oraz otoczenia, które ze strachu ich odrzuca. Inny czyli niebezpieczny. Strach przed odmienością.
A równocześnie strach przed byciem w szarej masie. Wyróżnić się, ale tylko w dopuszczonych społecznie ramach. Albo w grupie, bo raźniej... byle nie samemu.
Dlaczego boimy się samotności? Chodzi o odrzucenie przez grupe czy o strach przed tym co można w sobie znaleźć? O swojego cienia? To co zaklasyfikowaliśmy jako złe...
Samotność, osamotnienie a bycie samemu ze sobą. Przydałaby się definicja różnicowa...
Dobra, starczy o strachu.
Miłość+strach= troskliwość
Strach + ciekawość= ostrożność/ zdrowa odwaga, czyli rozwaga
Strach to jak każda emocja taki znak informacyjny, nie jest ani zły ani dobry, jest przydatny gdy się umie z niego korzystać, gdy przynosi ostrożność i uważność.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 11 marca 2019
czwartek, 25 stycznia 2018
Czego tak naprawdę potrzebuję?
To czego potrzebuję to równocześnie to do czego mam prawo. Mam prawo do zaspokajania swoich naturalnych potrzeb, oczywiście w sposób niekolidujący z prawami innych istot, na tyle na ile jest to możliwe. W pewnym zakresie mam także prawo do kontrolowania swoich potrzeb,ale czy mam prawo celowo je redukować, lub wręcz ich nie realizować? To praktycznie pytanie : czy mam prawo dążenia do autodestrukcji? Osobiście uważam że jeśli nikomu poza osobą która podjęłaby świadomie taką decyzję by to nie szkodziło to tak, ale w praktyce może być ciężko o sytuację w której nikomu by to nie szkodziło... no i czy taka decyzja może być w pełni świadoma?
Ale odchodzę od tematu!
Istnieję fizycznie, jako istota żywa, mam instynkt samozachowawczy, więc mam prawo żyć, rozwijać się w naturalny dla mnie sposób:
-potrzebuję być żywa, choć jak nie będę żyć to nie będę niczego potrzebować, więc to jest jakby nie patrzeć potrzeba nadrzędna.
To jak moje ciało jest fizycznie/biologicznie zbudowane warunkuje to że potrzebuję :
- wody i odpowiedniego pożywienia ( zawierającego wszystkie niezbędne substancje chemiczne w odpowiednich proporcjach)
-możliwości wydalenia zbędnych substancji
- odpowiednich warunków fizycznych -atmosfera o określonym składzie, zakres temperatur, ciśnienia, grawitacji, promieniowania itd. Zapewnienie schronienia przed niesprzyjającymi warunkami.
-odpoczynek, sen
-potrzeby seksualne ( i nie chodzi tylko o samą reprodukcję, ale o szeroko rozumianą seksualność)
- dostarczanie odpowiedniej ilości bodźców zmysłowych, w tym także dotyk
-odpowiednia ilość ruchu
-możliwości dbania o higienę, czyli potrzeba utrzymywania ciała w czystości
Wszystko oczywiście adekwatne do wieku rozwojowego
Teraz wchodzę w jeden konkretny organ- mózg...
Najstarsza warstwa, tak zwany mózg gadzi, odpowiadający za proste reakcje emocjonalne na kontakt z otoczeniem.
Z niej bierze się potrzeba unikania doznań nieprzyjemnych oznaczanych jako: strach( informacja - uwaga! niebezpieczeństwo! walcz lub uciekaj! podnieść poziom kortyzolu i adrenaliny, napiąć mięśnie), smutek( info - strata, spowolnić aktywność, aby uniknąć dalszych strat), złość ( info- to mi nie pasuje, adrenalina w górę - trzeba walczyć o swoje!), odraza ( info- uwaga! oddalić się! wykrzywić nos, nie wdychać tego, zainicjować odruch wymiotny- to może być trujące ). Mam prawo te emocje odczuwać i wyrażać w akceptowany przez otoczenie sposób, korzystać z informacji z nich płynących, mam też prawo je kontrolować,weryfikować za pomocą wyższych funkcji umysłowych, ale ignorowanie ich do niczego dobrego nie prowadzi.
Z 'gadziego mózgu' bierze się także potrzeba dążenia do maksymalizacji odczuwania emocji przyjemnych czyli poczucia bezpieczeństwa, radości, zadowolenia ( info - jest ok, rób tak aby czuć się tak jak najczęściej! to mi pasuje! wyrzut dopaminy - będącej niejako markerem ważności, a także dosłownie molekułą przyjemności... wyrzut serotoniny - kolejna molekuła szczęścia, bardziej w znaczeniu stanu relaksu i zadowolenia)
Te podstawowe emocje oraz ich pochodne potrafią dać cenne informacje i właśnie jako rodzaj znaków informacyjnych być traktowane.
Podsumowując - z działania systemu pierwotnych emocji:
-potrzeba unikania doznań nieprzyjemnych
-potrzeba dążenia do maksymalizacji doznań przyjemnych
Dalej mamy układ limbiczny, siedlisko bardziej złożonych emocji oraz uczuć , z niego wywodzą się naturalne potrzeby emocjonalne, które powinny być najpierw zaspokajane przez nasze otoczenie,ale z biegiem czasu tak samo jak uczymy się zdobywać pożywienie i jeść samodzielnie tak samo powinniśmy stawać się zdolni do samodzielnego zaspokajania i tych potrzeb. Niestety w wielu sytuacjach potrzeby te w dzieciństwie nie do końca bywały zaspokajane, może z tego wynikać wykrzywiony obraz świata - temat do głębszej analizy)
Podstawowe potrzeby emocjonalne (w ujęciu twórców terapii schematu) to:
-potrzeba bezpiecznego przywiązania (czyli stworzenia relacji bezpiecznej, w której możemy doświadczać troski, opieki i akceptacji, oraz miłości),
-potrzeba autonomii, kompetencji i posiadania własnej tożsamości, ( pytanie kim jestem???)
-potrzeba wolności wyrażania swoich prawdziwych uczuć i potrzeb,
-potrzeba spontaniczności i zabawy,
-potrzeba realistycznych granic i samokontroli.
Dopisałabym:
-okazywanie i zyskiwanie zainteresowania
-ciekawość, potrzeba poznawania i rozumienia świata i siebie ( ta u mnie jest na wręcz chorym poziomie;)
-potrzeba stymulacji ( ta też jest czasem mocno rozwinięta - ot taki ze mnie typ nałogowca)
-potrzeba kreatywności, wyrażania siebie
-potrzeba bycia rozumianym ( ja bym chciała chociaż sama siebie rozumieć)
-potrzeba bycia akceptowanym i szanowanym
-potrzeba kompetencji i osiągnięć
-potrzeba poczucia kontroli
-potrzeba niezależności ale i przynależności( jak realizować zarówno potrzebę przynależności jak i niezależności?)
-potrzeba własności
-potrzeba poczucia bezpieczeństwa
Zapewne listę tę można by znacznie rozwinąć. Na mój gust z zaspokajaniem potrzeb emocjonalnych jest jak z potrzebą odżywiania się - pokarm powinien być dobrej jakości, nie za mało ale i nie za dużo
.
Dodałabym może kategorię rozwoju osobistego, rozwoju duchowego, choć to kategoria bardzo mętna....można by to także nazwać potrzebami umysłowymi, skoro mamy już poziom fizyczny, emocji prostych, emocji złożonych/uczuć?
Idąc tropem kolejnych etapów rozwoju mózgu byłyby one generowane przez nasze dwie ogromniaste półkule z warstwą neuronów produkujących myśli...
Pewna nie jestem ale może to stąd się wywodzi:
-potrzeba poczucia własnej wartości (Jest to specyficzna potrzeba, bo nikt z zewnątrz nam tego nie może dać, ale obniżyć już tak... Posiadamy szereg mechanizmów obronnych ego, z czego większość dość destrukcyjnych na dłuższą metę...)
-potrzeba rozwoju, gromadzenia i przetwarzania danych, interpretowania wydarzeń i grupowania ich w kategorie
-potrzeba tworzenia przekonań, schematów myślowych, kluczowych przekonań
( tu moim zdaniem tkwi spory potencjał do 'autoprzeprogramowania się')
-potrzeba tworzenia regulacji życia społecznego, ustalania prawa
I teraz ostatnia kwestia : potrzeby duchowe...
Osobiście zakładając że człowiek duszę ma to bym uznała że jej jedyną potrzebą jest doświadczanie, a przez to rozwój, z tym że aktualnie co do istnienia duszy mam wątpliwości, choć może by ją nazwać świadomością? Ale zostawiając te rozkminy , na razie roboczo wrzucam tu:
- potrzebę wiary w istoty wyższe, nadające sens naszej egzystencji,
ustalające co jest dobre a co złe itd
-potrzebę zasad moralnych, etyki
-potrzebę wiary w życie po śmierci, różne formy zaświatów
- potrzebę wiary w to że nie jesteśmy tylko zlepkiem atomów ( to akurat aktualna fizyka kwantowa i kosmologia w zasadzie wskazują- efekt obserwatora/niesamowita rola świadomości, traktowana coraz to poważniej hipoteza symulacji...)
Więcej potrzeb na chwilę obecną nie dostrzegam, a ostatni zestaw uważam za wymagający konkretnego rozkminienia, bo takie ujęcie tematu absolutnie mnie nie zadowala.
Ale odchodzę od tematu!
Istnieję fizycznie, jako istota żywa, mam instynkt samozachowawczy, więc mam prawo żyć, rozwijać się w naturalny dla mnie sposób:
-potrzebuję być żywa, choć jak nie będę żyć to nie będę niczego potrzebować, więc to jest jakby nie patrzeć potrzeba nadrzędna.
To jak moje ciało jest fizycznie/biologicznie zbudowane warunkuje to że potrzebuję :
- wody i odpowiedniego pożywienia ( zawierającego wszystkie niezbędne substancje chemiczne w odpowiednich proporcjach)
-możliwości wydalenia zbędnych substancji
- odpowiednich warunków fizycznych -atmosfera o określonym składzie, zakres temperatur, ciśnienia, grawitacji, promieniowania itd. Zapewnienie schronienia przed niesprzyjającymi warunkami.
-odpoczynek, sen
-potrzeby seksualne ( i nie chodzi tylko o samą reprodukcję, ale o szeroko rozumianą seksualność)
- dostarczanie odpowiedniej ilości bodźców zmysłowych, w tym także dotyk
-odpowiednia ilość ruchu
-możliwości dbania o higienę, czyli potrzeba utrzymywania ciała w czystości
Wszystko oczywiście adekwatne do wieku rozwojowego
Teraz wchodzę w jeden konkretny organ- mózg...
Najstarsza warstwa, tak zwany mózg gadzi, odpowiadający za proste reakcje emocjonalne na kontakt z otoczeniem.
Z niej bierze się potrzeba unikania doznań nieprzyjemnych oznaczanych jako: strach( informacja - uwaga! niebezpieczeństwo! walcz lub uciekaj! podnieść poziom kortyzolu i adrenaliny, napiąć mięśnie), smutek( info - strata, spowolnić aktywność, aby uniknąć dalszych strat), złość ( info- to mi nie pasuje, adrenalina w górę - trzeba walczyć o swoje!), odraza ( info- uwaga! oddalić się! wykrzywić nos, nie wdychać tego, zainicjować odruch wymiotny- to może być trujące ). Mam prawo te emocje odczuwać i wyrażać w akceptowany przez otoczenie sposób, korzystać z informacji z nich płynących, mam też prawo je kontrolować,weryfikować za pomocą wyższych funkcji umysłowych, ale ignorowanie ich do niczego dobrego nie prowadzi.
Z 'gadziego mózgu' bierze się także potrzeba dążenia do maksymalizacji odczuwania emocji przyjemnych czyli poczucia bezpieczeństwa, radości, zadowolenia ( info - jest ok, rób tak aby czuć się tak jak najczęściej! to mi pasuje! wyrzut dopaminy - będącej niejako markerem ważności, a także dosłownie molekułą przyjemności... wyrzut serotoniny - kolejna molekuła szczęścia, bardziej w znaczeniu stanu relaksu i zadowolenia)
Te podstawowe emocje oraz ich pochodne potrafią dać cenne informacje i właśnie jako rodzaj znaków informacyjnych być traktowane.
Podsumowując - z działania systemu pierwotnych emocji:
-potrzeba unikania doznań nieprzyjemnych
-potrzeba dążenia do maksymalizacji doznań przyjemnych
Dalej mamy układ limbiczny, siedlisko bardziej złożonych emocji oraz uczuć , z niego wywodzą się naturalne potrzeby emocjonalne, które powinny być najpierw zaspokajane przez nasze otoczenie,ale z biegiem czasu tak samo jak uczymy się zdobywać pożywienie i jeść samodzielnie tak samo powinniśmy stawać się zdolni do samodzielnego zaspokajania i tych potrzeb. Niestety w wielu sytuacjach potrzeby te w dzieciństwie nie do końca bywały zaspokajane, może z tego wynikać wykrzywiony obraz świata - temat do głębszej analizy)
Podstawowe potrzeby emocjonalne (w ujęciu twórców terapii schematu) to:
-potrzeba bezpiecznego przywiązania (czyli stworzenia relacji bezpiecznej, w której możemy doświadczać troski, opieki i akceptacji, oraz miłości),
-potrzeba autonomii, kompetencji i posiadania własnej tożsamości, ( pytanie kim jestem???)
-potrzeba wolności wyrażania swoich prawdziwych uczuć i potrzeb,
-potrzeba spontaniczności i zabawy,
-potrzeba realistycznych granic i samokontroli.
Dopisałabym:
-okazywanie i zyskiwanie zainteresowania
-ciekawość, potrzeba poznawania i rozumienia świata i siebie ( ta u mnie jest na wręcz chorym poziomie;)
-potrzeba stymulacji ( ta też jest czasem mocno rozwinięta - ot taki ze mnie typ nałogowca)
-potrzeba kreatywności, wyrażania siebie
-potrzeba bycia rozumianym ( ja bym chciała chociaż sama siebie rozumieć)
-potrzeba bycia akceptowanym i szanowanym
-potrzeba kompetencji i osiągnięć
-potrzeba poczucia kontroli
-potrzeba niezależności ale i przynależności( jak realizować zarówno potrzebę przynależności jak i niezależności?)
-potrzeba własności
-potrzeba poczucia bezpieczeństwa
Zapewne listę tę można by znacznie rozwinąć. Na mój gust z zaspokajaniem potrzeb emocjonalnych jest jak z potrzebą odżywiania się - pokarm powinien być dobrej jakości, nie za mało ale i nie za dużo
.
Dodałabym może kategorię rozwoju osobistego, rozwoju duchowego, choć to kategoria bardzo mętna....można by to także nazwać potrzebami umysłowymi, skoro mamy już poziom fizyczny, emocji prostych, emocji złożonych/uczuć?
Idąc tropem kolejnych etapów rozwoju mózgu byłyby one generowane przez nasze dwie ogromniaste półkule z warstwą neuronów produkujących myśli...
Pewna nie jestem ale może to stąd się wywodzi:
-potrzeba poczucia własnej wartości (Jest to specyficzna potrzeba, bo nikt z zewnątrz nam tego nie może dać, ale obniżyć już tak... Posiadamy szereg mechanizmów obronnych ego, z czego większość dość destrukcyjnych na dłuższą metę...)
-potrzeba rozwoju, gromadzenia i przetwarzania danych, interpretowania wydarzeń i grupowania ich w kategorie
-potrzeba tworzenia przekonań, schematów myślowych, kluczowych przekonań
( tu moim zdaniem tkwi spory potencjał do 'autoprzeprogramowania się')
-potrzeba tworzenia regulacji życia społecznego, ustalania prawa
I teraz ostatnia kwestia : potrzeby duchowe...
Osobiście zakładając że człowiek duszę ma to bym uznała że jej jedyną potrzebą jest doświadczanie, a przez to rozwój, z tym że aktualnie co do istnienia duszy mam wątpliwości, choć może by ją nazwać świadomością? Ale zostawiając te rozkminy , na razie roboczo wrzucam tu:
- potrzebę wiary w istoty wyższe, nadające sens naszej egzystencji,
ustalające co jest dobre a co złe itd
-potrzebę zasad moralnych, etyki
-potrzebę wiary w życie po śmierci, różne formy zaświatów
- potrzebę wiary w to że nie jesteśmy tylko zlepkiem atomów ( to akurat aktualna fizyka kwantowa i kosmologia w zasadzie wskazują- efekt obserwatora/niesamowita rola świadomości, traktowana coraz to poważniej hipoteza symulacji...)
Więcej potrzeb na chwilę obecną nie dostrzegam, a ostatni zestaw uważam za wymagający konkretnego rozkminienia, bo takie ujęcie tematu absolutnie mnie nie zadowala.
piątek, 20 maja 2011
Co robić z negatywnymi emocjami?
Czym są negatywne emocje?
Są to te emocje które wpływają negatywnie na nasze życie - nie ma emocji obiektywnie dobrych i złych, mamy prawo przeżywać je wszystkie. Zazdrość może działać jako pozytywna motywacja - "też mogę to osiągnąć!", w wielu sytuacjach smutek jest czymś naturalnym i zdrowym i należy sobie pozwolić na łzy i bycie smutnym aby zachować zdrowie psychiczne ( utrata bliskiej osoby...), złość może także pozytywnie nas zmotywować do działania. Problem pojawia się gdy emocje przesłaniają logiczne myślenie, gdy pod ich wpływem krzywdzimy samych siebie i innych zaczynamy kombinować jak się ich pozbyć, rozpoczynamy walkę z nimi...
Niestety siłą woli dużo nie zdziałamy - opór rodzi opór, wmawianie sobie "nie jestem wściekła" w momencie w którym jestem wściekła do niczego nie prowadzi, ewentualnie jedna negatywna emocja zmienia się w inną ( nie radzę sobie z wściekłością - jestem do niczego, wściekłość znika ale zastępuje ją poczucie bezsilności...) To błędne koło!
Walka z emocjami nie ma sensu - nawet jeśli wygramy bitwę, przegramy wojnę, bo na wojnie nie ma wygranych - każdy przegrywa...
Ok, ale co w takim razie możemy zrobić, aby radzić sobie z emocjami.
Należy zacząć z nimi żyć w pokoju:)
Nie żartuję, należy zaakceptować fakt że są obecne w naszym życiu i zaczać je świadomie obserwować:
Gdy emocje biorą górę zacznij o nich myśleć, nazwij swoje emocje, wykombinuj dlaczego do Ciebie "przyszły", poczuj je w swoim ciele - zlokalizuj zmiany czysto fizyczne zachodzące w organizmie: napięcie mięśni, szybsze bicie serca, pomyśl dlaczego tak reagujesz - skąd to się bierze? Co to dawało naszym przodkom? W jaki sposób to odczuwasz? Napięcie? Gdzie? Jakie? Jak silne? Na jak dużym obszarze? Skoncentruj się na obserwacji! Poznaj "wroga". Nie walcz z nim - tylko obserwuj. A najlepsze w procesie rozpoznawana cech negatywnych emocji, próby pełnego ich przeżycia jest to, że to bardzo bardzo trudne, ponieważ w momencie gdy chcemy taką emocję zbadać, ona ucieka:)
Podobne działanie można podjąć w przypadku gdy chcemy uspokoić dziecko ( na dorosłych też działa:), pytamy się co czuje i dlaczego, gdzie czuje napięcie, co robi serduszko? Jeśli u nas pojawiają się negatywne emocje mówimy o tym " zaczynam odczuwać irytację z powodu Twojego zachowania, moje serce zaczyna przyspieszać, a co Ty czujesz?", "Gdzie jest Twój gniew? W rączkach? Dlatego są gotowe uderzyć?" "Pokarz Gdzie to czujesz? Jaki ma kształt?", "Czujesz złość?", to świetna metoda wzajemnego rozwijania inteligencji emocjonalnej.
Po całym zajściu, gdy emocje już totalnie opadną, warto przeanalizować sytuację, bez pretensji i pouczania, po prostu ustalić suche fakty. Oczywiście należy także mówić o pozytywnych emocjach i zacząć świadomie o nich myśleć, dobre emocje mają to do siebie że nie uciekają gdy chcemy się z nimi "zaprzyjaźnić", wyjątkiem bywa ekscytacja, nadmierna obserwacja niezwykle skutecznie ją unicestwia, zresztą ekscytacja może być pozytywnie lub negatywnie ukierunkowana i często warto ją spacyfikować:)
Co do obserwacji dobrych i miłych emocji, warto nie przesadzać z naukowym podejściem, tylko po prostu je przeżywać i cieszyć się nimi oraz starać się, aby nam jak najczęściej towarzyszyły, ponieważ stanowią dość skuteczny parasol chroniący przed emocjami których nie lubimy.
Oczywiście nie da się na siłę odczuwać tylko pozytywnych emocji, negatywne prędzej czy później się pojawią, ale zamiast walczyć z nimi spróbuj poobserwować - nic nie stracisz jeśli to nie zadziała, a możesz dużo zyskać, chociażby lepiej poznać samego siebie:)
Moim zdanie to dużo skuteczniejsze niż liczenie do dziesięciu.
Jeśli zaobserwujesz że Twoje ręce są gotowe do walki i po prostu musisz coś zrobić i koncentrowanie się na tych odczuciach nie pomaga to pozwól im działać - boksuj poduszkę, pognieć papier, albo zwyczajnie nimi poruszaj patrząc na nie i cały czas obserwuj co właściwie odczuwasz, gdzie znajduje się gniew i złość, czy mają jakąś temperaturę. Na początku to nie jest łatwe, ale z doświadczenia wiem, że skuteczne i dość szybko można dojść do wprawy.
Pamiętaj na wojnie nie ma prawdziwych wygranych - każdy traci, oswój swoje emocje, zaakceptuj je, a one stopniowo zaczną ci służyć i pomagać, zamiast utrudniać życie:)
Są to te emocje które wpływają negatywnie na nasze życie - nie ma emocji obiektywnie dobrych i złych, mamy prawo przeżywać je wszystkie. Zazdrość może działać jako pozytywna motywacja - "też mogę to osiągnąć!", w wielu sytuacjach smutek jest czymś naturalnym i zdrowym i należy sobie pozwolić na łzy i bycie smutnym aby zachować zdrowie psychiczne ( utrata bliskiej osoby...), złość może także pozytywnie nas zmotywować do działania. Problem pojawia się gdy emocje przesłaniają logiczne myślenie, gdy pod ich wpływem krzywdzimy samych siebie i innych zaczynamy kombinować jak się ich pozbyć, rozpoczynamy walkę z nimi...
Niestety siłą woli dużo nie zdziałamy - opór rodzi opór, wmawianie sobie "nie jestem wściekła" w momencie w którym jestem wściekła do niczego nie prowadzi, ewentualnie jedna negatywna emocja zmienia się w inną ( nie radzę sobie z wściekłością - jestem do niczego, wściekłość znika ale zastępuje ją poczucie bezsilności...) To błędne koło!
Walka z emocjami nie ma sensu - nawet jeśli wygramy bitwę, przegramy wojnę, bo na wojnie nie ma wygranych - każdy przegrywa...
Ok, ale co w takim razie możemy zrobić, aby radzić sobie z emocjami.
Należy zacząć z nimi żyć w pokoju:)
Nie żartuję, należy zaakceptować fakt że są obecne w naszym życiu i zaczać je świadomie obserwować:
Gdy emocje biorą górę zacznij o nich myśleć, nazwij swoje emocje, wykombinuj dlaczego do Ciebie "przyszły", poczuj je w swoim ciele - zlokalizuj zmiany czysto fizyczne zachodzące w organizmie: napięcie mięśni, szybsze bicie serca, pomyśl dlaczego tak reagujesz - skąd to się bierze? Co to dawało naszym przodkom? W jaki sposób to odczuwasz? Napięcie? Gdzie? Jakie? Jak silne? Na jak dużym obszarze? Skoncentruj się na obserwacji! Poznaj "wroga". Nie walcz z nim - tylko obserwuj. A najlepsze w procesie rozpoznawana cech negatywnych emocji, próby pełnego ich przeżycia jest to, że to bardzo bardzo trudne, ponieważ w momencie gdy chcemy taką emocję zbadać, ona ucieka:)
Podobne działanie można podjąć w przypadku gdy chcemy uspokoić dziecko ( na dorosłych też działa:), pytamy się co czuje i dlaczego, gdzie czuje napięcie, co robi serduszko? Jeśli u nas pojawiają się negatywne emocje mówimy o tym " zaczynam odczuwać irytację z powodu Twojego zachowania, moje serce zaczyna przyspieszać, a co Ty czujesz?", "Gdzie jest Twój gniew? W rączkach? Dlatego są gotowe uderzyć?" "Pokarz Gdzie to czujesz? Jaki ma kształt?", "Czujesz złość?", to świetna metoda wzajemnego rozwijania inteligencji emocjonalnej.
Po całym zajściu, gdy emocje już totalnie opadną, warto przeanalizować sytuację, bez pretensji i pouczania, po prostu ustalić suche fakty. Oczywiście należy także mówić o pozytywnych emocjach i zacząć świadomie o nich myśleć, dobre emocje mają to do siebie że nie uciekają gdy chcemy się z nimi "zaprzyjaźnić", wyjątkiem bywa ekscytacja, nadmierna obserwacja niezwykle skutecznie ją unicestwia, zresztą ekscytacja może być pozytywnie lub negatywnie ukierunkowana i często warto ją spacyfikować:)
Co do obserwacji dobrych i miłych emocji, warto nie przesadzać z naukowym podejściem, tylko po prostu je przeżywać i cieszyć się nimi oraz starać się, aby nam jak najczęściej towarzyszyły, ponieważ stanowią dość skuteczny parasol chroniący przed emocjami których nie lubimy.
Oczywiście nie da się na siłę odczuwać tylko pozytywnych emocji, negatywne prędzej czy później się pojawią, ale zamiast walczyć z nimi spróbuj poobserwować - nic nie stracisz jeśli to nie zadziała, a możesz dużo zyskać, chociażby lepiej poznać samego siebie:)
Moim zdanie to dużo skuteczniejsze niż liczenie do dziesięciu.
Jeśli zaobserwujesz że Twoje ręce są gotowe do walki i po prostu musisz coś zrobić i koncentrowanie się na tych odczuciach nie pomaga to pozwól im działać - boksuj poduszkę, pognieć papier, albo zwyczajnie nimi poruszaj patrząc na nie i cały czas obserwuj co właściwie odczuwasz, gdzie znajduje się gniew i złość, czy mają jakąś temperaturę. Na początku to nie jest łatwe, ale z doświadczenia wiem, że skuteczne i dość szybko można dojść do wprawy.
Pamiętaj na wojnie nie ma prawdziwych wygranych - każdy traci, oswój swoje emocje, zaakceptuj je, a one stopniowo zaczną ci służyć i pomagać, zamiast utrudniać życie:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)