Mnie nie ma, jest doświadczanie bycia...
Stan ten trwa przez nieskończoność, doświadczane jest dosłownie wszystko na raz, wszystko co kiedykolwiek było, wszystko co kiedykolwiek mogło się wydarzyć, wszystko co jest i to co może się zdarzyć...
Skoro doświadczam wszystkiego co się doświadczyć da, to kim jestem???
Dziwaczne odczucie że jestem wszystkim, dosłownie, a 'obecnie' doświadczam bycia konkretną istotą ludzką, doświadczającą chwilowego uwolnienia się od wielu ograniczeń wynikających z zawężenia świadomości do ludzkiej...
Ująć w słowa się tego nie da.
Opisać komuś kto nigdy niczego nie widział czym jest fiołkowy róż też nie potrafię...
Zresztą trudno słowami opisać ten konkretny kolor nawet komuś kto normalnie widzi, bo każdy słowa opisujące go inaczej zinterpretuje...
Może to puste, nieskończone i zawierające wszystko 'ja' zwyczajnie się rozdzieliło by móc doświadczyć samego siebie?
Chwilowo wracam do względnie 'normalnego' stanu bycia... Tylko na suficie wyświetlają się fraktalne wielobarwne wzory, najpierw płaskie, potem trójwymiarowe, potem dochodzi czwarty wymiar przestrzenny. Na moment tego doświadczenia jest to całkiem normalne, naturalne i proste...
Coś zwraca moją uwagę, odrywam się od fraktalnego światka nad moją głową i spoglądam w bok...
A tam siedzę JA! patrzę na tą drugą mnie a ona na mnie, ona lekko się uśmiecha...
- Będziemy miały przyjemny wieczór, prawda?
Co odpowiedzieć samej sobie? Mętlik w głowie...
-Sądzę że tak - odpowiadam
-Dlaczego tak sądzisz? Na jakiej podstawie?
-Bo w moim mózgu egzogenne dmt serwuje mi doznania innych światów? - odpowiadam z uśmiechem
-Tylko po co to robisz? Jaki to ma sens?
-Nie wiem
- A co wiesz?
-Nic....
-Ale kto wie że nic?
-Nikt?
środa, 31 stycznia 2018
HPPD
Zaburzenie postrzegania spowodowane halucynogenami (ang. Hallucinogen Persisting Perception Disorder, HPPD) – powtarzające się, trwałe zmiany w percepcji spowodowane używaniem substancji psychodelicznych, np. psylocybiny.
Retrospekcje te polegają np. na niewielkiej zmianie postrzegania
kolorów, bądź pojawianiu się tekstur przed oczami. Utrzymują się nawet 5
lat i więcej. Zwykle nie przeszkadzają w życiu, choć mogą być męczące. W ICD 10 ma kod F16
Tyle można wyczytać na polskiej wikipedii, z angielskiej jak to często bywa można się dowiedzieć więcej, więc wynotuję z niej to co uważam za ważne :
- HPPD różni się od flesh-backów ( retrospekcji) ze względu na względną trwałość; podczas gdy retrospekcje są przejściowe, HPPD jest trwałe.
- Istnieje wiele zmian percepcyjnych, które mogą towarzyszyć HPPD. Typowymi objawami tego zaburzenia są:
aureole lub aury otaczające obiekty,
ślady następujących po sobie obiektów w ruchu,
trudności w rozróżnianiu kolorów,
pozorne przesunięcia w odcieniu danego przedmiotu,
złudzenie ruchu w ustawieniu statycznym,
powietrze przyjmujące ziarnistą lub teksturowaną jakość ( wizualny śnieg lub statyczny, według popularnego opisu, nie mylić z normalnym " zjawiskiem entoptycznym niebieskiego pola "), zniekształcenia wymiarów postrzeganego obiektu i zwiększoną świadomość mętów .
Zmiany wizualne doświadczane przez osoby z HPPD nie są jednorodne i wydają się występować indywidualne różnice zarówno pod względem liczby, jak i nasilenia objawów.
- Wizualizacje występujące przy HPPD nie stanowią prawdziwych halucynacji w sensie klinicznym tego słowa; ludzie z HPPD uznają wizualizacje za iluzoryczne lub pseudo halucynacje, a tym samym utrzymują zdolność do ustalenia, co jest realne (w przeciwieństwie do niektórych chorób psychicznych, takich jak schizofrenia )
-Prawdopodobieństwo rozwoju HPPD po spożyciu halucynogenu jest nieznane
- Środkii, które były związane z HPPD obejmują
psychodeliki typu : LSD , 5-MeO-DiPT , MDA , MDMA , psylocybina ,
nie zaliczane do psychodelikówe difenhydramina , PCP , zolpidem (!!!), eszopiklonem i dużymi dawkami dekstrometorfanu ,
Tyle podstaw teoretycznych, czas przejść do praktyki. Zaznaczam że piszę tylko na własnym przykładzie, który jest dość skrajny. Chcę się tym podzielić głównie ze względu na minimalną świadomość występowania tego zjawiska, częste, wręcz nagminne diagnozowanie u takich osób schizofrenii, mimo iż przy HPPD człowiek ma pełną świadomość że to tylko 'wizuale'... no i w większości przypadków dostrzegalna jest korelacja występowania tych zaburzeń z zażywaniem konkretnych środków.
Osobiście ze względu na znaczne natężenie objawów, próbowałam leczenia farmakologicznego, niestety nie pomogło, a kilka leków wręcz pogorszyło sytuację, lecz uważam że gdy ktoś to ma i go to męczy należy spróbować tej drogi, gdyż dla wielu osób było to zbawienie.
Osobiście aktualnie sobie z tym żyję, okresowo natężenie rośnie, potem maleje - nie dostrzegam związków przyczynowo skutkowych z nastrojem, sytuacją życiową itd
Śnieg optyczny mi osobiście z zasady nie przeszkadza, czasem tylko gdy wydaje mi się np że pada deszcz lub śnieg podczas gdy nic takiego się nie dzieje;)
Tyle można wyczytać na polskiej wikipedii, z angielskiej jak to często bywa można się dowiedzieć więcej, więc wynotuję z niej to co uważam za ważne :
- HPPD różni się od flesh-backów ( retrospekcji) ze względu na względną trwałość; podczas gdy retrospekcje są przejściowe, HPPD jest trwałe.
- Istnieje wiele zmian percepcyjnych, które mogą towarzyszyć HPPD. Typowymi objawami tego zaburzenia są:
aureole lub aury otaczające obiekty,
ślady następujących po sobie obiektów w ruchu,
trudności w rozróżnianiu kolorów,
pozorne przesunięcia w odcieniu danego przedmiotu,
złudzenie ruchu w ustawieniu statycznym,
powietrze przyjmujące ziarnistą lub teksturowaną jakość ( wizualny śnieg lub statyczny, według popularnego opisu, nie mylić z normalnym " zjawiskiem entoptycznym niebieskiego pola "), zniekształcenia wymiarów postrzeganego obiektu i zwiększoną świadomość mętów .
Zmiany wizualne doświadczane przez osoby z HPPD nie są jednorodne i wydają się występować indywidualne różnice zarówno pod względem liczby, jak i nasilenia objawów.
- Wizualizacje występujące przy HPPD nie stanowią prawdziwych halucynacji w sensie klinicznym tego słowa; ludzie z HPPD uznają wizualizacje za iluzoryczne lub pseudo halucynacje, a tym samym utrzymują zdolność do ustalenia, co jest realne (w przeciwieństwie do niektórych chorób psychicznych, takich jak schizofrenia )
-Prawdopodobieństwo rozwoju HPPD po spożyciu halucynogenu jest nieznane
- Środkii, które były związane z HPPD obejmują
psychodeliki typu : LSD , 5-MeO-DiPT , MDA , MDMA , psylocybina ,
nie zaliczane do psychodelikówe difenhydramina , PCP , zolpidem (!!!), eszopiklonem i dużymi dawkami dekstrometorfanu ,
Tyle podstaw teoretycznych, czas przejść do praktyki. Zaznaczam że piszę tylko na własnym przykładzie, który jest dość skrajny. Chcę się tym podzielić głównie ze względu na minimalną świadomość występowania tego zjawiska, częste, wręcz nagminne diagnozowanie u takich osób schizofrenii, mimo iż przy HPPD człowiek ma pełną świadomość że to tylko 'wizuale'... no i w większości przypadków dostrzegalna jest korelacja występowania tych zaburzeń z zażywaniem konkretnych środków.
Osobiście ze względu na znaczne natężenie objawów, próbowałam leczenia farmakologicznego, niestety nie pomogło, a kilka leków wręcz pogorszyło sytuację, lecz uważam że gdy ktoś to ma i go to męczy należy spróbować tej drogi, gdyż dla wielu osób było to zbawienie.
Osobiście aktualnie sobie z tym żyję, okresowo natężenie rośnie, potem maleje - nie dostrzegam związków przyczynowo skutkowych z nastrojem, sytuacją życiową itd
Śnieg optyczny mi osobiście z zasady nie przeszkadza, czasem tylko gdy wydaje mi się np że pada deszcz lub śnieg podczas gdy nic takiego się nie dzieje;)
wtorek, 30 stycznia 2018
Lilium
Dziwna ciecz... Była jak herbata, potem jak kawa z mlekiem, zmieniła się w ciemny granat, niestety zapach dalej odrzuca, nos wykręca, choć coś w niej pociąga, wzywa...
Spokojna muzyczka, zapach świeczek, spokój i lekkie podniecenie, niby wiem co mnie czeka, ale wiem że jest to spotkanie z tajemnym światem własnego umysłu zjednoczonego z wszechświatem, że mogę doświadczać wyjścia poza czas i przestrzeń , lub poruszać się bezcieleśnie w wielu wymiarach przestrzeni, być wszystkim i niczym...
Trzy, dwa, jeden... chlust... woda z cytryną, dużo wody z cytryną...
Lekkie mdłości , jakieś 30min i zmiana rzeczywistości...
Mówią o niej napój bogów, zawiera 'molekułę duszy' , prostą, banalną wprost cząsteczkę na będącą ligandem pewnych receptorów serotoninowych.... prosta biochemiczna reakcja odbierana w sposób wprost bajkowy, magiczny...
Powoli wyostrzają się kolory, zmienia się obraz świata, muzyka brzmi inaczej, głębiej...
Patrzę na ścianę, pojawiają się proste geometryczne, fraktalne wzorki, dosłownie żyją, hipnotyzują...
Kim ja jestem?
Następuje bezpośrednie, namacalne doświadczenie zmiany otoczenia, wszystkie meble, przedmioty ich kolory, faktury są inne... Ja jestem taka sama
Moje ciało całkowicie się zmienia, doświadczam posiadania ogona, jak cudownie nim machać. Moje ciało stało się dużo silniejsze, zwinniejsze, mogę praktycznie latać między wysokimi drzewami, umiem korzystać z mojego nowego nabytku - ogona. Inne ciało, ale w sumie ja nadal jestem taka sama...
Totalna zmiana percepcji zmysłowej, dominują zapachy, obraz jest jakby w podczerwieni lub czymś takim, dźwięków nie odbieram jako dźwięki, nie potrafię tego opisać, do tego wiele moich reakcji to instynkt tego dziwnego zwierzaka którym się stałam. Nie potrafię już myśleć 'ludzkimi' słownymi myślami ani obrazami... lecz ciągle jestem...
Wracam do mojego starego ciała, poznaję je, ale już nie myślę po polsku a w innym języku, słowa mają inne raz szersze raz węższe znaczenia, odkrywam je na nowo, bawię się tym nowym opisem świata, lecz w przecież ciągle jestem taka jak byłam...
Ale kim jestem? Nie pamiętam swojego imienia! Skąd jestem? Kogo znam? Pustka... Zero wspomnień... Czy wobec tego nadal jestem sobą?
Ciągle doświadczam, jestem... Brak ciągłości wspomnień tego nie zmienił...
Znika moja odrębność, nie potrafię wskazać granicy mnie i nie mnie, dosłownie jestem wszystkim co jest, czas , przestrzeń - to bez znaczenia... Jestem... po prostu jestem....jakby nieskończoną w swej pełni pustką...
Doświadczam? a może tylko jest doświadczanie?
Spokojna muzyczka, zapach świeczek, spokój i lekkie podniecenie, niby wiem co mnie czeka, ale wiem że jest to spotkanie z tajemnym światem własnego umysłu zjednoczonego z wszechświatem, że mogę doświadczać wyjścia poza czas i przestrzeń , lub poruszać się bezcieleśnie w wielu wymiarach przestrzeni, być wszystkim i niczym...
Trzy, dwa, jeden... chlust... woda z cytryną, dużo wody z cytryną...
Lekkie mdłości , jakieś 30min i zmiana rzeczywistości...
Mówią o niej napój bogów, zawiera 'molekułę duszy' , prostą, banalną wprost cząsteczkę na będącą ligandem pewnych receptorów serotoninowych.... prosta biochemiczna reakcja odbierana w sposób wprost bajkowy, magiczny...
Powoli wyostrzają się kolory, zmienia się obraz świata, muzyka brzmi inaczej, głębiej...
Patrzę na ścianę, pojawiają się proste geometryczne, fraktalne wzorki, dosłownie żyją, hipnotyzują...
Kim ja jestem?
Następuje bezpośrednie, namacalne doświadczenie zmiany otoczenia, wszystkie meble, przedmioty ich kolory, faktury są inne... Ja jestem taka sama
Moje ciało całkowicie się zmienia, doświadczam posiadania ogona, jak cudownie nim machać. Moje ciało stało się dużo silniejsze, zwinniejsze, mogę praktycznie latać między wysokimi drzewami, umiem korzystać z mojego nowego nabytku - ogona. Inne ciało, ale w sumie ja nadal jestem taka sama...
Totalna zmiana percepcji zmysłowej, dominują zapachy, obraz jest jakby w podczerwieni lub czymś takim, dźwięków nie odbieram jako dźwięki, nie potrafię tego opisać, do tego wiele moich reakcji to instynkt tego dziwnego zwierzaka którym się stałam. Nie potrafię już myśleć 'ludzkimi' słownymi myślami ani obrazami... lecz ciągle jestem...
Wracam do mojego starego ciała, poznaję je, ale już nie myślę po polsku a w innym języku, słowa mają inne raz szersze raz węższe znaczenia, odkrywam je na nowo, bawię się tym nowym opisem świata, lecz w przecież ciągle jestem taka jak byłam...
Ale kim jestem? Nie pamiętam swojego imienia! Skąd jestem? Kogo znam? Pustka... Zero wspomnień... Czy wobec tego nadal jestem sobą?
Ciągle doświadczam, jestem... Brak ciągłości wspomnień tego nie zmienił...
Znika moja odrębność, nie potrafię wskazać granicy mnie i nie mnie, dosłownie jestem wszystkim co jest, czas , przestrzeń - to bez znaczenia... Jestem... po prostu jestem....jakby nieskończoną w swej pełni pustką...
Doświadczam? a może tylko jest doświadczanie?
poniedziałek, 29 stycznia 2018
Popaprane rozkminy -Dualistyczniy nondualizm
W naturze nic nie jest do końca samotne, bo przez sam fakt swojego bycia kreuje 'anty bycie'...
Byt i niebyt
Wszystko i nic
Pełnia i pustka
Światło i światła brak zwany ciemnością
Dobro i jego brak czyli zło
Miłość, lecz czym jest miłości brak? Nienawiść? Nie, bo antytezą nienawiści bardziej jest lubienie, są jak inaczej ubrane w słowa przyciąganie i odpychanie...
Czyli miłość i strach?
Świadomość i jej brak, czyli nieświadomość
Mądrość i głupota
Wiedza i niewiedza...
Jedność i odrębność
Zjednoczenie i dzielenie
Porządek i chaos
Biel i czerń...
Yin i yang, harmonia przeciwieństw
Lecz co jest pomiędzy?
Punkt + anty punkt = odcinek będący osią x, na środku przeciętą przez 'antyodcinki' y i z, a każda tak naprawdę długości nieskończonej....
W wyobraźni można wykreować łatwo sfery je otaczające... i mamy wizję jakby kuli 3D,
potem wchodzimy w myślenie w kategoriach przestrzeni 4D
, ale to na ogół trudne... więc sobie to daruję;)
Lecz co jest po środku? punkt neutralności? może to on jest 'prawdziwym' niebytem, lub też punktem doskonałej harmonii? Może to to samo?
Biel i czerń... pośrodku wszelkie odcienie szarości, niczym oś kuli, a na boki kolory, im dalej od centrum tym intensywniejsze, w stronę bieguna bieli jaśniejsze a w stronę bieguna czerni ciemniejsze. I jakby przez fakt istnienia przeciwieństwa bieli powstała cała paleta barw... Prosty dualizm rodzi niedualną, całościową 'kulę' barw... Kolory są przecież efektem rozszczepienia zawierającego je po równo światła ... Powstałą kulę - paletę kolorów można by znów potraktować jako nowy punkt do wykreowania anty punktu... wszak punkt to tylko koncept, nie kropka w przestrzeni...
Hmmm...
Może tak cały wszechświat to takie osnute na punkcie świadomości ( doświadczaniu, 'ja') różne ponakładane 'kule' różnych spektrów tworzące wszelkie możliwe kombinacje?
Byt i niebyt
Wszystko i nic
Pełnia i pustka
Światło i światła brak zwany ciemnością
Dobro i jego brak czyli zło
Miłość, lecz czym jest miłości brak? Nienawiść? Nie, bo antytezą nienawiści bardziej jest lubienie, są jak inaczej ubrane w słowa przyciąganie i odpychanie...
Czyli miłość i strach?
Świadomość i jej brak, czyli nieświadomość
Mądrość i głupota
Wiedza i niewiedza...
Jedność i odrębność
Zjednoczenie i dzielenie
Porządek i chaos
Biel i czerń...
Yin i yang, harmonia przeciwieństw
Lecz co jest pomiędzy?
Punkt + anty punkt = odcinek będący osią x, na środku przeciętą przez 'antyodcinki' y i z, a każda tak naprawdę długości nieskończonej....
W wyobraźni można wykreować łatwo sfery je otaczające... i mamy wizję jakby kuli 3D,
potem wchodzimy w myślenie w kategoriach przestrzeni 4D
, ale to na ogół trudne... więc sobie to daruję;)
Lecz co jest po środku? punkt neutralności? może to on jest 'prawdziwym' niebytem, lub też punktem doskonałej harmonii? Może to to samo?
Biel i czerń... pośrodku wszelkie odcienie szarości, niczym oś kuli, a na boki kolory, im dalej od centrum tym intensywniejsze, w stronę bieguna bieli jaśniejsze a w stronę bieguna czerni ciemniejsze. I jakby przez fakt istnienia przeciwieństwa bieli powstała cała paleta barw... Prosty dualizm rodzi niedualną, całościową 'kulę' barw... Kolory są przecież efektem rozszczepienia zawierającego je po równo światła ... Powstałą kulę - paletę kolorów można by znów potraktować jako nowy punkt do wykreowania anty punktu... wszak punkt to tylko koncept, nie kropka w przestrzeni...
Hmmm...
Może tak cały wszechświat to takie osnute na punkcie świadomości ( doświadczaniu, 'ja') różne ponakładane 'kule' różnych spektrów tworzące wszelkie możliwe kombinacje?
piątek, 26 stycznia 2018
Światopogląd 0.0
1. Stosunek człowieka do siebie samego:
2. Stosunek do życia:
-szczęście? stan w którym szczerze akceptuję to co jest, bo naprawdę mi to odpowiada
-piękno? subiektywne odczucie mające coś wspólnego z harmonią
- wolność? możliwość dokonywania świadomych wyborów, podejrzanie mocno powiązana z odpowiedzialnością
-rodzina? ludzie którzy są mi bliscy i ja jestem bliska im, kwestia genetyki i umów typu małżeństwo ma z tym mało wspólnego, bo większość mojej genetycznej rodziny praktycznie moją rodziną nie jest, może więc powinnam używać innego słowa dla mojej definicji rodziny? po prostu słowo :bliscy?
-sukces? osiągnięcie celu?
W sensie boga który by mnie serio kochał i wspierał - tak
W sensie boga jako boskiej części mnie - czemu nie?
6.Co jest dobre a co złe?
7. Prawda :
12.Stosunek do własnych poglądów, racji, pomyłek
Mam pełne prawo do błędów i pomyłek,tak samo jak mam prawo czegoś nie wiedzieć, inni oczywiście także takie prawo mają:) W świetle nowych dowodów jestem gotowa nawet całkowicie zmienić swoje przekonania, ale bez argumentów które do mnie przemówią, nie ma o tym mowy. Lubię dowiadywać się o argumentach np zwolenników płaskiej ziemi, kreacjonistów, fanów wszelakich teorii spiskowych itd, zmusza to do przemyśleń i wzbogacania wiedzy.
Racja? Kto ją ma? hmm... a nawet jeśli będę ją mieć to do czego może mi się ona przydać, za najowocniejszą dyskusję, rozmowę uważam tą, dzięki której mogłam poznać nowe punkty widzenia, nowe weryfikowalne informacje i poprawić, zmienić swoje dotychczasowe poglądy, opinie, wzbogacić swoją wiedzę...
13. Rozum i racjonalne myślenie oraz kwestia emocji, uczuć, intuicji
Wybieram racjonalne myślenie, logikę, starając się równocześnie korzystać z informacji jakie niosą odczuwane emocje, uczucia, przeczucia, tak samo jak staram się korzystać z doznań zmysłowych do poznawania świata.
- Kim jestem? sądzę że nikim,a raczej czymś totalnie nie do określenia, po prostu jestem
- Za kogo się uważam? za 'doświadczające nic' - posiadam ciało, które za pomocą zmysłów odczuwa, mam emocje, uczucia, myśli ale tylko je mam,nie są mną,osobowość także tylko mam; tylko doświadczam ich posiadania tak samo jak doświadczam tego komputera... to coś/nic nie ma granic, jakby było poza wszystkim i było wszystkim na raz - wiem jak dziwnie to brzmi.
- Czy z czymś się identyfikuję? nie, nawet słowo nic lub pustka byłyby identyfikacją,może świadomość? ale czym jest świadomość? czasem myślę że tak naprawdę to wszystko co jest a reszta to złudzenie...
- Dlaczego jestem tym czym jestem? bo tak jest - beznadziejna odpowiedź, lepiej brzmi - nie wiem
- Gdzie leży granica mnie i nie mnie? nawet jeśli uznam,że 'ja' to ciało to teoretycznie istnieje granica wyznaczona przez mój naskórek, ale zbyt precyzyjna to to ona nie jest, bo naskórek jest martwy i niby jeszcze jest mną, a z drugiej strony nie... Moje płuca są mną, a powietrze w nich jest mną tylko dlatego że tam się chwilowo znajduje? czy też we mnie jest obszar nie ja, ale wtedy dlaczego te cząsteczki tlenu które wchodzą do krwioobiegu to już ja???
- Jak zdefiniować 'ja'? 'ja' to tylko zaimek
2. Stosunek do życia:
- Czym jest życie? Ciągle nie mam dobrej definicji, typowo biologiczna pasuje do organizm żywy, a to nie to samo co słowo życie
- Dlaczego żyję? hmmm... bo się urodziłam i jeszcze nie umarłam?
- Po co żyję? aby doświadczać - tylko dlaczego i po co doświadczam?
- Czy życie ma jakiś sens? - samo w sobie sądzę że nie, tak samo jak kamień sam w sobie sensu nie ma, choć jego właściwości sprawiają że może do czegoś służyć, tak życie może służyć do... przeżywania go? do przekazywania go dalej?
- Jeśli tak to jak go znaleźć? A może trzeba ten sens samemu stworzyć? raczej samemu stworzyć, wykombinować... znaleźć sobie jakiś cel...
- Jak warto żyć? hmm... tak aby być możliwie jak najszczęśliwszym, albo może tak by najwięcej doświadczyć? a może aby najwięcej zrozumieć?
- Czy warto żyć? to jeden z moich problemów, jedyny powód dla którego to ciągnę, jest to że uważam że nie mam prawa krzywdzić innych, a paru osobom zależy na tym abym żyła
- Jeśli tak to dlaczego? żyję w sumie z powodu innych, ale nie uważam że warto żyć dla innych, bo jednak chyba powinno się żyć dla siebie
- Czym się kierować? swoim rozeznaniem, jakkolwiek ograniczone ono nie jest, oczywiście technicznie nie dam rady w pełni wszystkiego samemu zweryfikować,ale przemyśleć po swojemu każdy pomyślunek , wizję i pogląd czuję potrzebę , wręcz konieczność, nie umiem niczego bezkrytycznie przyjąć na wiarę, kierowanie się swoim doświadczeniem nadal wymaga rozeznania, zinterpretowania tego, bo każde wydarzenie można na wiele sposobów zinterpretować...
- Do czego dążyć a czego unikać? moim zdaniem naturalnym dążeniem jest dążenie do maksymalnego poczucia szczęścia, radości, miłości, zadowolenia itd, a unikać tych nie przyjemnych doznać, które do zwiększenia poczucia szczęścia nie prowadzą
- Idealizm? Materializm? Solipsyzm??? Co istnieje?aktualnie sądzę że żyjemy w hologramie, cała tak zwana rzeczywistość to totalna iluzja, ale w takim wypadku co jest rzeczywiste? co wytwarza hologram? świadomość? doświadczanie? interakcja potencjalnej rzeczywistości z obserwatorem? Czyli wychodzi chyba idealizm... ale zapoznawanie się z pokręconymi wizjami filozofów dopiero przede mną...
- Jakie wartości są dla mnie najważniejsze i dlaczego? wolność, poszukiwanie prawdy, miłość i akceptacja ze strony najbliższych, zbieranie doświadczeń, ciągłe dziwienie się światem, definiowanie wszystkiego ciągle od nowa, dążenie do jak największego szczęścia, rozsądny egoizm,
- Jak rozpoznać co jest ważne a co nie? powyższa lista powstała 'na czuja' , docelowo mój 'czuj' mówi że ta lista potrzebuje przemyślenia i podparcia konkretnymi argumentami
- Jak zdefiniować i jakie mają dla mnie znaczenie:
-szczęście? stan w którym szczerze akceptuję to co jest, bo naprawdę mi to odpowiada
-piękno? subiektywne odczucie mające coś wspólnego z harmonią
- wolność? możliwość dokonywania świadomych wyborów, podejrzanie mocno powiązana z odpowiedzialnością
-rodzina? ludzie którzy są mi bliscy i ja jestem bliska im, kwestia genetyki i umów typu małżeństwo ma z tym mało wspólnego, bo większość mojej genetycznej rodziny praktycznie moją rodziną nie jest, może więc powinnam używać innego słowa dla mojej definicji rodziny? po prostu słowo :bliscy?
-sukces? osiągnięcie celu?
- Czy pojęcie wartościowe jest tożsame z dobre? nie wiem
- Czy bóg istnieje? Wobec biblijnego wybieram silny ateizm, ponieważ jest wewnętrznie sprzeczny, inne znane z różnorodnych religii - aktualna postawa to agnostyk ateista
- Jeśli tak to jaki? ew dopuszczam wizję boga praktycznie tożsamego z wszechświatem, lub z świadomością, ew to 'ja' jestem owym bogiem, czy też fragmentem boga...ale w takim wypadku rozsądniej nie korzystać ze słowa 'bóg', istnieć istnieje bóg jako pojęcie, idea, ale w ten sam sposób istnieją różowe niewidzialne jednorożce i krasnoludki, choć krasnoludki przynajmniej dość łatwo zdefiniować i w teorii są poznawalne, ale z braku dowodów i tak zakładam że realnie to jednak ich nie ma...
- Jak zdefiniować boga? no właśnie, jak? w mnogości różnych wizji boga ciężko mi dotrzeć do wspólnego mianownika
- Jakie powinien mieć cechy? takie aby dało się je jakoś rozpoznać, aby dały podstawę do uznania że istnieje - to byłby mój ideał... choć odnoszę wrażenie że często w definicji boga podstępnie kryje się jego niepoznawalność...
- A może pytać o bogów/boginie? a czemu by nie?
- Czy taka istota wiąże się z początkiem wszechświata? z moim istnieniem? Czy wpływa na nasze życia? Jeśli tak to w jaki sposób i dlaczego? aby na to móc odpowiedzieć potrzebuję dobrej definicji boga, tego konkretnego z Biblii odrzucam, gdyż uznaję że istnienie istoty wewnętrznie sprzecznej jest wysoce nieprawdopodobne. Można by zdefiniować słowo bóg jako praprzyczynę istnienia ale czy nie wygodniej byłoby używać wówczas zwrotu praprzyczyna niż wciągać w to mętną definicję boga?
- Czy chciałbym aby bóg istniał? W sensie Boga biblijnego( moim zdaniem podchodzi pod niego zarówno Bóg chrześcijan, jak i żydów jak i mahometan) - nie,ponieważ księgę tą przeczytałam i ów Bóg to jakiś sadystyczny psychopata ze schizofrenią ( serio, nikogo obrażać nie chcę, ale takie są moje wnioski z tej lektury i teksty że dosłownie należy brać te pozytywne fragmenty, a całą resztę jako metaforę mi nie pomagają)
W sensie boga który by mnie serio kochał i wspierał - tak
W sensie boga jako boskiej części mnie - czemu nie?
6.Co jest dobre a co złe?
- Jak to rozpoznawać? Na jakiej podstawie? Dobro i zło to moim zdaniem wynik subiektywnej oceny, z tym że to co dobre to to co nie jest złe, a złe jest to co wywołuje krzywdę i cierpienie nie mające bardzo sensownego uzasadnienia ( np wyjęcie drzazgi boli, jest krzywda ale końcowy efekt jest dobry, więc złe to nie jest)
- Jak reagować na zło? Walka ze złem, powinna polegać na wspieraniu dobra, równocześnie obojętność wobec zła też jest złym zachowaniem.
- Skąd się bierze zło? Zło wynika z głupoty, z niewiedzy, z braku zrozumienia.
- Czy cierpienie jest tożsame ze złem? nie, zależy to od tego czy prowadzi do dobra, czy też nie, oraz czy jest adekwatne do uzyskanego dobra
- Co może lub nie może być oceniane w kategoriach dobra i zła? rzeczy? uczynki? intencje? Dobre lub złe mogą być działania- ich skutki oraz intencje, rzeczy(obiekty fizyczne) są neutralne, tak samo ludzie nie są dobrzy ani źli, to ich działania mogą być dobre lub złe, a może chodzi tylko o efekty tych działań?
7. Prawda :
- Czy istnieje? sądzę że obiektywna prawda istnieje, jako idea,
- Czy jest osiągalna? nie, na mój gust dotarcie do pełnej prawdy tak samo jak do doskonałości jest niewykonalne, bo to idea... co śmieszne dochodzę do wniosku że używam słowa 'idea' ale wygodnej definicji podać nie potrafię
- Na jakiej podstawie uznawać że coś jest prawdziwe lub nie? mogę próbować oszacować prawdopodobieństwo, wyszukiwać sprzeczności, paradoksów i próbować jakoś dojść do rozwiązania
- Czy prawda jest dobra, a iluzja zła? nie wiem, w niektórych przypadkach tak ,w innych nie, może po przeanalizowaniu konkretnie większej ilości przykładów sytuacja się rozjaśni.
- Jak wyglądają relacje między prawdą, wiedzą, wiarą, przekonaniem i opinią? próbowałam zrobić schemat, ale nie dość że wyszedł jak kłębek sznurka w kieszeni i to poplątany z patyczkami to jeszcze mam większy mętlik niż przedtem
- Jak definiuję religię? System wierzeń( z zasady w bóstwa,lub w przypadku religii nieteistycznych w pewne idee, choć w sumie to bóg to też idea... ) dogmatów i praktyk powiązany z organizacją kulturowo-społeczną
- Czy wyznaję jakąś religię? Jeśli tak to dlaczego? nie, do tego religie połączone z fanatyzmem, niesprawiedliwością, krzywdą itd uważam za zjawiska szkodliwe, w innym wypadku akceptuję i szanuję wyznawców, choć czasem może tego być nie widać, bo jestem dość ciekawska i mam zwyczaj gdy ktoś wykazuje chęć do rozumowy zadawać pytania, które ludzie czasem traktują jako atak...
- Czy śmierć jest definitywnym końcem wszystkiego? Jak to wpływa na życie? mimo absolutnego braku dowodów blisko mi do pewnej formy reinkarnacji( z hinduistyczną wizją ma to mało wspólnego) ,choć opcja że po śmierci nie ma nic mnie osobiście nie przeraża i uznaję ją za wielce prawdopodobną
- Na jakiej podstawie w cokolwiek wierzę? Czy wiara wymaga dowodów? Nie potrafię w nic uwierzyć nie mając do tego podstaw, wiara to dla mnie rodzaj przekonania typu nie mam dowodów/nie mam konkretnych dowodów, ale chcę aby było tak a tak , dlatego wybieram tą opcję, np wybieram wiarę w istnienie gdzieś w kosmosie innych istot, mimo braku twardych dowodów, ale biorąc pod uwagę rozmiar wszechświata, sytuacja abyśmy byli sami jest moim zdaniem wielce nieprawdopodobna, a ogromne odległości tłumaczą brak kontaktu, wiary w boga nie wybieram, gdyż zwyczajnie dowody na istnienie takiej ( zresztą jakiej?) istoty do mnie nie przemawiają
- Jaki ustrój uważam za najlepszy? Dlaczego? nie wiem, super byłaby anarchia ale tylko pod warunkiem że każdy dążyłby do jak najwyższego poziomu szczęścia wszystkich , każdy by każdego szanował, starał się być jak najmądrzejszy, odpowiedzialny itd, ale to już czysta utopia
- W jaki sposób powinno się ustanawiać prawo? nie wiem
- Jakie prawa powinny przysługiwać każdemu? każdy powinien mieć prawo do zaspokajania swoich potrzeb, w sposób nieograniczający tego prawa innym na tyle na ile jest to możliwe
- Jak szeroko zdefiniować 'każdego'? Co na przykład z prawami zwierząt? każda istota powinna mieć prawo do zaspokajania swoich potrzeb, w sposób nieograniczający tego prawa innym na tyle na ile jest to możliwe, więc np lew może upolować owcę i ją zjeść, bo z natury nie ma innego wyboru - jest mięsożerny, człowiek, no cóż... na roślinach przeżyje... z tym że równocześnie szanuję wybory innych i nikomu nie zamierzam narzucać przejścia na wege, no i idąc tym tropem odbieranie kurą jajek a krową mleka na dobitkę odbierając im wolność też jest 'bezprawne' i w sumie to należałoby z tego zrezygnować, ale... no cóż... jajka są smaczne;) ale bardzo szanuję wegan( o ile nie nawracają na siłę innych i nie są nawiedzeni;)
- Kto i w jakim wypadku moim zdaniem powinien móc komuś czegoś zabronić? Gdzie leży granica indywidualnej wolności? chyba w momencie gdy czyjeś zachowanie ewidentnie łamie prawa innych, uniemożliwia lub utrudnia im zaspokajanie swoich potrzeb, po prostu w ramach obrony koniecznej
- Czy istnieje? Jaki ma zakres? Na ile świadome mogą być nasze decyzje? Na co tak naprawdę mamy wpływ? nie wiem, niby wydaje mi się że podejmuję świadome decyzje, ale niby kto je podejmuje? na zapadające wybory mają wpływ przeszłe doświadczenia, niby mogę przynajmniej dokonać własnej interpretacji zdarzeń, ale w sumie to interpretuję je przez pryzmat wcześniejszych doświadczeń...
- Jak ją zdefiniować? Czym jest świadomość? nie wiem
- Czy jest to coś materialnego? sądzę że nie, jakoś cząsteczek świadomości nawet nikt nie szuka, choć może być ona wynikiem działania materialnych neuronów i być jakoś tam zapisana
- Czy istnieje nadświadomość? podświadomość? nie wiem, choć pojęcia te bywają użyteczne
- Jakie są zależności między świadomością, samoświadomością umysłem, mózgiem, myślami? nie wiem
- Rozwój świadomości? dopóki nie zdefiniuję świadomości nie mam jak się wypowiadać o jej rozwoju.
12.Stosunek do własnych poglądów, racji, pomyłek
Mam pełne prawo do błędów i pomyłek,tak samo jak mam prawo czegoś nie wiedzieć, inni oczywiście także takie prawo mają:) W świetle nowych dowodów jestem gotowa nawet całkowicie zmienić swoje przekonania, ale bez argumentów które do mnie przemówią, nie ma o tym mowy. Lubię dowiadywać się o argumentach np zwolenników płaskiej ziemi, kreacjonistów, fanów wszelakich teorii spiskowych itd, zmusza to do przemyśleń i wzbogacania wiedzy.
Racja? Kto ją ma? hmm... a nawet jeśli będę ją mieć to do czego może mi się ona przydać, za najowocniejszą dyskusję, rozmowę uważam tą, dzięki której mogłam poznać nowe punkty widzenia, nowe weryfikowalne informacje i poprawić, zmienić swoje dotychczasowe poglądy, opinie, wzbogacić swoją wiedzę...
13. Rozum i racjonalne myślenie oraz kwestia emocji, uczuć, intuicji
Wybieram racjonalne myślenie, logikę, starając się równocześnie korzystać z informacji jakie niosą odczuwane emocje, uczucia, przeczucia, tak samo jak staram się korzystać z doznań zmysłowych do poznawania świata.
Subskrybuj:
Posty (Atom)