sobota, 17 lutego 2018

Czy bóg istnieje? - A jaki bóg?

Z pojęciem boga widzę jeden zasadniczy problem - mnogość zupełnie różnych poglądów na to czym on jest, jaki jest, jakie ma cechy, z czym powiązany.

 Osobiście choć aktualnie wobec Boga z Biblii przyjmuję postawę ateistyczną ( i to silny ateizm), tyle wobec innych koncepcji wygląda to często zupełnie inaczej....

W najbliższym czasie będę tu gromadzić przeróżne stwierdzenia traktując je jako elementy burzy mózgów - celowo nie zamierzam podawać ani kto, ani kiedy,ani gdzie tak stwierdził, ani też czy się z danym atrybutem zgadzam czy nie; chodzi mi o zgromadzenie zestawu szerokiego wachlarza cech, tak aby w sytuacji dyskusji móc szybko i wygodnie ustalić o jakim bogu mówimy i uniknąć nieporozumień ( choć oczywiście samo znaczenie słów opisujących atrybuty w wielu przypadkach należy uściślić):


Bóg może być:
- Bogiem z Biblii ( łącznie z wizją z ST lub bez niej)
- Bogiem z Koranu
- bogiem pisanym przez wielkie B, czyli Bogiem wielkich religii monoteistycznych
-bogiem o konkretnym imieniu do którego są przypisane konkretne atrybuty
-bogiem z jakiegoś świętego pisma, mitologii, podania, legendy
-bogiem  do którego odnosi się konkretna religia/ wyznanie
-Latającym Potworem Spaghetti
-Różowym Niewidzialnym Jednorożcem
-wszechwiedzący
-wszechmogący
-wszechobecny
- wieczny
-niezmienny
-niepojęty
-samoistny
-niezależny
-nieskończony
-transcendentny- jego istnienie jest całkowicie poza stworzeniem
-suwerenny - jest ponad swoim stworzeniem
-święty
 -prawy, zawsze dobry i postępujący słusznie
-stanowczy
-władczy
-wymagający
-sprawiedliwy
-miłosierny
-współczujący
-cierpliwy
-mądry
-miłujący
-łaskawy
-gniewny
-zazdrosny
-prawdomówny
-szowinistyczny
-nietolerancyjny
-żywy
-martwy
-ani żywy ani martwy, będący poza tymi pojęciami
-będący poza wszelkim pojęciem
-wierny
-dotrzymujący obietnic
-łamiący obietnice
-inteligentny
-wszystkowiedzący
-nie przewidujący wszystkiego
-żałujący swoich czynów
-osobowy
-nieosobowy
-działający w tajemniczy sposób
-którego wyroki są niezbadane
-ingerujący w świat
-nieingerujący w świat
-będący tylko konceptem, ideą
-metaforą
-będący stworzycielem świata
-będący pra przyczyną, początkiem wszystkiego
-Pierwsza Przyczyna
-Superobserwator- Umysł
-coś czego jestem częścią
-JA jestem bogiem;)
-Bóg który ma syna Jezusa
-Bóg który sprawił że dziewica urodziła jego syna
-Bóg nakazujący zabijać ludzi pracujących w wyznaczony przez niego dzień święty
-Bóg mordujący niewinne stworzenia ponieważ ktoś inny go rozgniewał
-Pantokrator- wszechwładca i pan wszystkiego
-sędzia
-karzący za grzechy
-skazujący na piekło, niebo lub czyściec
-twierdzący że tylko on jest prawdziwym bogiem a reszta bogów to tylko wymysły
-twierdzący że tylko on jest prawdziwym bogiem a reszta bogów nie zasługuje na czczenie ich
- potrzebujący czczenia i wielbienia go
-mający potrzeby
- karzący wiecznym potępieniem za brak wiary w niego
- nagradzający za wiarę w niego ( i jego Pismo)
-nagradzający za dobre i moralne życie
- nagradzający za żal za grzechy plus wiara w niego
- który wygnał ludzi z raju za zjedzenie owocu
-który pozwolił szatanowi na kręcenie się koło drzewa z zakazanymi owocami
-który stworzył człowieka na podobieństwo swoje
-który stworzył Ewę z żebra Adama
-który wtrąca się w życie seksualne ludzi
-który uważa że seks bez ślubu to grzech
-który uważa że seks służy tylko do robienia dzieci
-który zakazuje antykoncepcji
-który nakazuje palić czarownice
-który nienawidzi homoseksualistów
-który nienawidzi wyznawców innych bogów
-niesprzeczny
-wszechatrakcyjny - dla każdego na jego miarę, dla każdego trochę inny
-będący Miłością
-będący Prawdą
-posiadający wielką moc
-posiadający wielką wiedzę
-kreatywny
-sensowny
-prawo fizyki ( najzwyklejsze /nadrzędne / metaprawo fizyczne)
-suma praw fizyki/natury rządząca wszechświatem
-coś odpowiedzianego za kreację wszechświata
-coś czemu brak absolutnego początku
-coś co jest bezprzyczynowe i nie ma początku
- tożsamy ze wszechświatem ( panteizm)
-będący częścią wszechświata
-będący poza wszechświatem
-inteligentny
-nie posiadający inteligencji
- osobowy
-nieosobowy
-przypadkowy
- chaotyczny
-zmienny
-stabilny
- może być najwyższą ideą jaką uznajemy
- sumą najwyższych idei
- może go wcale nie być lub być wszystkim...
- który po prostu jest
-istniejący
-nieistenijący
-realny
-nierealny
-rzeczywisty
-nierzeczywisty
- z brodą lub bez ;)



czwartek, 15 lutego 2018

Popaprane rozkminy -Prawda...

Czym jest prawda?
Czy cokolwiek  jest prawdziwe? Możliwe, ważniejsze czy mam możliwość tą prawdę poznać...

Mam wrażenie że niczego nie mogę na 100% ani udowodnić, ani obalić, pewność nie istnieje.

Niby są jakieś prawdy obiektywne, ale i tak poznajemy je subiektywnie... Zawsze z użyciem swojego subiektywnego aparatu poznawczego ( zmysłów i mózgu)

Nawet jak wezmę się za sprawy z pozoru oczywiste - typu czy ja istnieję? czy świat istnieje? i zagłębię się w temat okazuje się że to wcale oczywiste nie jest.

Prosty przykład - Stwierdzam że wszystko czego doświadczam jest tylko moim snem, to ciało którego palcami to piszę także jest tylko wyśnione. Powodzenia aby ktoś udowodnił że to na pewno nie jest prawdą;) W drugą stronę - gdy ktoś rzuci takie stwierdzenie i uzna mnie za element swojego snu jest identyczna niemożliwość udowodnienia że tak nie jest...

Czyli wszystko jest niepewne, subiektywne, oparte na niestabilnych założeniach?

Poglądy każdy może mieć jakie mu się podoba, nie są prawdziwe ani fałszywe, są poglądami...

Ale zdrowy rozsądek podpowiada że niektóre są bardziej lub mniej sensowne od innych...

Wydaje mi się że chodzi o niesprzeczność.
Im więcej sprzeczności tym dane coś jest mniej prawdziwe, im mniej sprzeczności, a większa spójność tym coś jest prawdziwsze.

Kubek istnieje - ja to potwierdzam, każdy kto wejdzie do kuchni to potwierdza - nadal może to być zbiorowa halucynacja, ale prawdopodobieństwo prawdziwości istnienia kubka rośnie. Mogę użyć kubka do picia - punkt dla istnienia kubka. Kubek zamienił się w dzbanek - duży minus dla kubka, bo z definicji kubka jakoś nie wynika że może się w dzbanek zamieniać, no chyba że to magiczny kubek:D
Ale inne osoby nie dostrzegły magicznej zamiany kubka w dzbanek - prawdopodobieństwo że to ja mam halucynacje rośnie....

Pokręcone, prawda? ;)

wtorek, 13 lutego 2018

Lilium 5

Nie wiem ile czasu trwały potyczki z głosem, bawiącym się słowami które pomyślałam.
W końcu udało mi się na tyle mocno skoncentrować się na wyobrażonym widoku zachodu słońca nad jeziorem ,że głos wyparował a ja znalazłam się nad tym jeziorem.
Było cudowne, takie realne, szum wody, charakterystyczny zapach, miła temperatura...
Nikogo tam nie było. Tylko ja i to w znajomym mi ciele oraz przepiękny krajobraz.
Podeszłam do samiutkiego brzegu, wyjęłam z wody kawałek wodorostu...
Zupełnie jak prawdziwy, nie raz trzymałam w ręku taki wodorost, więc wiem że był jak należy, we wszystkich detalach. Lecz jakimś cudem wciąż miałam świadomość że to tylko wizja, halucynacja...

Testy rzeczywistości? Ćwicząc LD zapoznałam się z wieloma testami rzeczywistości, których wykonanie pozwalało się zorientować czy to sen czy rzeczywistość, więc do dzieła:
-spojrzenie na własne ręce -w snach (przynajmniej moich) gdy się popatrzy na własne dłonie coś jest z nimi nie tak, często trudno określić dokładnie co ale to się wie, tym razem wyglądają całkowicie zwyczajnie
-zegarka nie posiadam, książki też, ale mogę coś napisać na piasku - działa jak w normalnym rzeczywistym świecie...
Czyli tak właściwie jak poznać co jest 'normalną rzeczywistością' a co 'inną rzeczywistością' ?
Jak rozpoznać która jest która?
Ciekawe jak długo tu będę?
Słońce coraz bardziej chowało się za lasem po drugiej stronie jeziora.
Może się położę i zasnę? W ten sposób powinnam się znaleźć w innym miejscu, bo może to jezioro jest przepiękne, ale co ja właściwie mam tu robić? Popływać? Chętnie, ale robi się coraz chłodniej a jakoś ręcznika nie posiadam, a z ciuchów mam tylko jasne spodnie i błękitną koszulkę w które byłam ubrana pijąc 'herbatkę'...
Z jednej strony mam świadomość że to tylko bardzo realistyczna halucynacja, z drugiej poziom jej realności sprawia że praktycznie traktuję ją jak rzeczywistość.
Na razie spacerek, mam chęć rozejrzeć się po okolicy, może znajdzie się coś ciekawego, może kogoś spotkam, może trafię na jakieś niezwykłe budynki?

Ufff... jezioro zostało okrążone. Jest już noc, lecz ze względu na jasno świecący księżyc i zdumiewająco wyraziste gwiazdy udało mi się powrócić do punktu wyjścia.
Wnioski - zero budynków w zasięgu wzroku, a na małe wzniesienie weszłam, zero jakichkolwiek konkretnych ścieżek (takie nie do końca wyraźne i wąskie były- obstawiam że to trasy wędrówek jakiś zwierzaków),zero śmieci lub innych śladów działalności ludzi...

Czuję potworne zmęczenie, kładę się na miękkim piasku , po cichu liczę że jak zasnę to przeniosę się gdzieś indziej, że nastąpi dalszy, bardziej typowy dla psychodelicznych wizji ciąg zdarzeń.

Jest mi zimno, na skórze czuję wilgoć... Budzę się, nadal jestem na plaży, nie pamiętam aby cokolwiek mi się śniło, słońce jeszcze nie wstało, ale robi się jasno... Próbuję otrzepać się z piasku - wybranie plaży jako łózka, chyba jednak mądre nie było, bo zadanie jest utrudnione ze względu na rosę.
No cóż - niebo jest praktycznie bezchmurne, po ogólnej temperaturze i roślinności obstawiam że jest pełnia lata, więc będzie się robiło coraz cieplej. Na razie zrobię szybki spacer aby się rozgrzać( w tej rzeczywistości mam taką samą awersję do biegania jak w zwykłej, potem się umyję w jeziorze i zobaczę co dalej.

Sytuacja jest dziwnie normalna- jakkolwiek to brzmi, zazwyczaj wizje były pokręcone, pełne fraktali, innych wymiarów, niezwykłych stworzeń, a tu utkwiłam nad jakimś wymyślonym przeze mnie jeziorze... Nadal mam pełną świadomość że ten świat to tylko moja wizja, że pochodzę z innego, w którym w moim pokoju, na łóżku leży sobie moje prawdziwe ciało, a to co tu przeżywam to wynik biochemicznych reakcji zachodzących w moim mózgu pod wpływem dmt...
Nie zmienia to faktu że doświadczam tego świata tak samo jak doświadczałam tego który nazywam rzeczywistością.

Dociera do mnie jedna niekonsekwencja - ciuchy mam takie same jak te w które byłam ubrana w prawdziwej rzeczywistości, ale w tej mam buty, w których się przecież nie położyłam do łóżka.
Mam na nogach moje wytarte trampki, skarpetek brak. Do dłuższej wędrówki mało komfortowe, szczególnie że na konkretną ścieżkę nadal nie trafiłam...

Dotarłam na jakieś wzniesienie - przepiękny widok - z jednej strony jezioro, z drugiej coś ala porośnięta trawą i krzewami dolina, ale nadal nie dostrzegam jakichkolwiek śladów człowieka. W sumie trafiłam do świata mojego wymyślonego jeziorka, w założeniu miała być cisza i spokój, czyli brak ludzi...

Teraz, gdy po długich miesiącach od tamtej psychodelicznej wyprawy próbuję to spisać, trudno mi przypomnieć sobie szczegóły, ale spędziłam tam ponad rok, brzmi to absurdalnie ,ale robiłam sobie notatki ( jak w filmach - patyki i ostry kamień), na szczęście wciąż trwało lato, zawsze była piękna pogoda, nie padał deszcz, a mimo to roślinność nie wysychała. Z żywnością nie było większego problemu - rosło tam mnóstwo soczystych malin, jeżyn i jagód, znalazłam sporo drzew owocowych... Większy problem stanowiła topografia, bo w kółko wracałam do tego samego jeziora. Dosłownie - startując np z plaży na której zaczęła się moja przygoda z tym światem i starając się iść ciągle na wschód mijałam piękną dolinkę, potem klika wzniesień, następnie gęsty iglasty las który graniczył z zachodnią stroną jeziora. Dosłownie jakby to była taka mikro planeta, choć gdyby tak było grawitacja powinna być inna i powinnam bardziej widzieć że jestem na kuli a miałam takie samo jak na Ziemi wrażenie płaskości... Ale czy od halucynacji można wymagać logiki?

Problemem stało się to że coraz trudniej było mi wierzyć w to że to tylko halucynacja, że pochodzę z innego świata i to mimo że ciągle miałam wspomnienia o nim, czułam tęsknotę do mojej rodziny to ten nowy świat stał się moim światem. Samo nazewnictwo sprawiało problemy - realny, rzeczywisty świat był tylko wspomnieniem, a ten który mnie otaczał, dostarczał wrażeń zmysłowych, w którym musiałam szukać pokarmu, bo czułam głód, w którym kombinowałam prowizoryczny domek, bo czułam potrzebę posiadania schronienia mimo że tu nie padał deszcz ani nie spotkałam groźniejszych zwierząt od komarów, to ten otaczający mnie świat był halucynacją... Bolące zranienia i zadrapania były nieprawdziwe, problemy życia bez zdobyczy cywilizacji były nieprawdziwe, a odległy świat gdzie ciągle sobie leżałam i być może nie upłynęła ani godzina miał być tym realnym i prawdziwym.

Na szczęście pewnego dnia szukając czegoś do zjedzenia ujrzałam niezwykłego motyla nieznanego mi gatunku...




piątek, 9 lutego 2018

Lilium 4

Co jest prawdziwe?
Co jest prawdziwe?
Te pytania całkowicie zawładnęły moimi myślami... I czuję że na ten temat wiem coraz mniej...
Wiem ,że to czego aktualnie doświadczam to nie rzeczywistość, bo to wizje wywołane dmt, mam tego pełną świadomość, mimo to ich doświadczam, słyszę, widzę, mogę dotknąć, porozmawiać...
Czy to znaczy że moje doświadczenia są prawdziwe? Czy coś oderwanego od rzeczywistości może być prawdziwe? Czy też powinnam uznać że nie są prawdziwe, ale przecież tego właśnie doświadczam?
Zaczynam słyszeć echo własnych myśli... Nie, nie echo, raczej jakby jakiś głos i to nie mój mimo że w mojej głowie ...
Doświadczam
Do świat cza
do świata czarów...
czar...
czarny...
Czerń mnie otacza, taka kompletna i nie przenikniona.
Takiej jakiej w realnym życiu nie sposób doświadczyć.
Jest jakby gęsta.
Nie widzę dosłownie nic, doświadczam tylko gęstej czerni
Ile to trwa? Nie sposób określić, bo jak w takich warunkach określić upływ czasu?
 -Cza cza czasss sssss syczy wąż - głos kontynuuje swoje zabawy słowami.
 Może minuty a może godziny?
 -Go kogo? dziwny... - głos dalej swoje.
 Na podstawie tempa własnych myśli też nic nie ustalę bo ten głos ciągle mi utrudnia myślenie .
-Zamknij się!
-Się? się? siebie? ciebie? -pyta się natręt
-Kim lub czym jesteś?
-Jestem, jestem ,jestem...
Ja pierdolę!!!
-pi ? pi er kwadrat nie dolę - odpowiada głos
Czy tak się czuje schizofrenik? Tego nie wiem, ale obcy głos w głowie ,bawiący się słowami jest irytujący
-I 'ry' tu i 'rrry' tam - podśpiewuje sobie głos -irrrrytuję, truję,  tru tu tu, tu jem, jem, mniam...
Nie myśleć! - oto rozwiązanie, on opiera się na moich myślach...
-My? śledź, śledzie, jedzie....
-Nie myśleć!!!!
-Niiie? ni, ni... Nina? na czym???
-Zamknij się!!! Błagam!!!!
-Bałagan, bałagan - nabija się ze mnie głos

środa, 7 lutego 2018

Popaprane rozkminy - wolność

Wolność jak samo słowo wskazuje ma coś z wolą wspólnego, z faktem że wolę/ wybieram to a odrzucam tamto. Wolność to świadome dokonywanie wyborów. Kluczem jest słowo 'świadome', inaczej jest to zdanie się na ślepy los, na działanie według zakodowanych schematów.
Niewola to pozbawienie kogoś woli, odebranie mu opcji wyboru... Lub sprawienie że myśli że wyboru nie ma, że czuje przymus... Muszę jest czymś odwrotnym niż wolę, choć to kwestia subiektywna.

Dostrzegam pewien absurd:
Absolutna wolność , czyli absolutne zero ograniczeń, zero sygnałów przyciągania i odpychania, zero przywiązania, preferencji wynikających z tego czy owego... czyli co by to było?
Niby wszystko a w praktyce totalna nicość... taka wolność nie jest pełna, brakuje jej dopełnienia wynikającego z jej przeciwieństwa ( jak w znaku tao, o te kropki chodzi...)

 Brak ograniczeń= brak powodu aby jakikolwiek wybór dokonywać
Wszystko ograniczone, determinowane - brak wyboru z powodu totalnych ograniczeń

Czyli wolność leży pomiędzy, to sytuacja gdy możemy przyjmować różne postawy, dokonywać różnych wyborów, w granicach na jakie nam ograniczenia pozwalają.

Moim zdaniem aby zwiększyć zakres swojej wolności należy poznać ograniczenia, prawa rządzące wszechświatem, to jak z lataniem, niby konstrukcja naszego ciała uniemożliwia nam taką czynność, ale znajomość praw fizyki pozwoliła na obejście tego i za pomocą maszyn latać możemy.
Tak samo większość decyzji jakie podejmujemy to nie akt czystej wolnej woli, a działanie zgodne z zakodowanym schematem działań, choć poznanie i zrozumienie owych schematów może zmienić nieco sytuację. Tylko nie co, bo z drugiej strony im większa świadomość potencjalnych skutków tym bardziej właśnie ta wiedza sprawia że działamy tak a nie inaczej.

Z zasady na to jakiej sytuacji doświadczamy mamy wybór minimalny, sporo to zjawiska losowe, nieprzewidywalne, ale za to to jak ją odbieramy zależy już od nas, a raczej od tego jakie mechanizmy kierują naszym procesem oceniania, wobec tego czy możliwe jest że tak naprawdę aby osiągnąć wolność trzeba te procesy poznać i ukształtować ich działanie tak aby było adekwatne do tego jakie wyniki nam pasują, coś na wzór zmiany w oprogramowaniu. Wpływając na nasze filtry percepcji możemy sporo pozmieniać, ale na początek trzeba sobie uświadomić że one istnieją.

Rozpoznanie co jest prawdziwymi prawami działania wszechświata/naszego fragmentu wszechświata,prawami których nie usuniemy,ani ich nie zmodyfikujemy, sprawi dzięki ich znajomości, respektowaniu i korzystaniu z nich możemy zwiększyć efektywność naszych działać, skuteczność wyborów. Ważne jest też rozpoznanie co do takich praw się nie zalicza, co jest tylko iluzją, co jest tylko naszym oprogramowaniem, filtrem, co można w jakiś sposób usunąć lub przekształcić. Tylko jak zawsze brzmi to prosto, gorzej z wykonaniem...